Sytuacja wokół Samodzielnego Publicznego Szpitala Rejonowego w Nowogardzie od tygodni elektryzuje mieszkańców. Brak środków w budżecie , widmo zamknięcia oddziału chorób wewnętrznych oraz chirurgii, rezygnacja wieloletniego dyrektora Kazimierza Lembasa oraz zerwanie negocjacji z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym to zestaw problemów, który mógłby przyprawić o zawrót głowy niejednego menedżera ochrony zdrowia.

Reklama


Co najciekawsze, kolejny finansowy pożar wybucha zaledwie chwilę po tym, jak w grudniu na ratowanie placówki gmina przekazała bagatela 8 milionów złotych. Nic dziwnego, że grupa radnych miejskich postanowiła zareagować i zażądała oficjalnych wyjaśnień. To, co wydarzyło się później w gabinetach nowogardzkiego magistratu, przypomina jednak bardziej polityczne szachy niż transparentną pracę samorządu.

Siedem dni, które trwają dwa tygodnie

Wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej, podpisany przez dziewięcioro radnych (Wojciech Włodarczyk, Jacek Jankowski, Jerzy Kubicki, Karolina Jaklińska-Czyżak, Robert Czapla, Marcin Wolny, Artur Danilewski, Tobiasz Lubczyński oraz Iga Błażewicz), wpłynął do urzędu 21 stycznia 2026 roku. Zgodnie z literą ustawy o samorządzie gminnym, przewodniczący ma obowiązek zwołać taką sesję na dzień przypadający w ciągu 7 dni od złożenia wniosku. W matematyce samorządowej termin ten upływał zatem 28 stycznia. Tymczasem Przewodniczący Rady Miejskiej w Nowogardzie, Andrzej Kania, postanowił zinterpretować kalendarz w dość oryginalny sposób.

Zawiadomienie o zwołaniu obrad owszem, pojawiło się 28 stycznia , ale samą sesję wyznaczono dopiero na 3 lutego. Oznacza to, że od momentu złożenia wniosku do faktycznego spotkania radnych minie aż 13 dni. W świecie przepisów prawa to ewidentne przekroczenie ustawowego terminu, jednak w nowogardzkiej rzeczywistości zdaje się to być jedynie drobnym detalem w szerszym planie zarządzania kryzysem przez przemilczenie.

Zamiast pytań o chirurgię – kolejna kroplówka na stół

Prawdziwy majstersztyk polityczny kryje się jednak w porządku obrad. Radni wnioskujący o sesję domagali się przede wszystkim rzetelnej dyskusji na temat fatalnej sytuacji finansowej i kadrowej. Chcieli rozmawiać o nieczynnych oddziałach i o tym, dlaczego współpraca ze szczecińskim PUM-em legła w gruzach. Krótko mówiąc: oczekiwali wyjaśnień, gdzie podziały się poprzednie miliony i co dalej z bezpieczeństwem zdrowotnym mieszkańców.

Przewodniczący Andrzej Kania uznał jednak najwyraźniej, że dyskusja jest zbędnym luksusem. W przesłanym zawiadomieniu porządek obrad został „skorygowany”. Zniknęły punkty dotyczące wyjaśniania chaosu w szpitalu, a w ich miejsce pojawił się gotowy projekt uchwały o przyznaniu placówce kolejnych 500 tysięcy złotych pomocy finansowej. To klasyczna ucieczka do przodu – zamiast rozliczenia błędów i odpowiedzi na pytanie, dlaczego grudniowy zastrzyk gotówki nie pomógł, radnym podsuwa się pod nos kolejną dotację do przegłosowania. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że radni z ugrupowania burmistrza nie wyrazili chęci dołączenia do wniosku o rozmowę o szpitalu, skupiając się jedynie na dorzucaniu pieniędzy do worka bez dna. * sprostowanie na końcu artykułu.

Strategiczne szachy kosztem przejrzystości

Ruch przewodniczącego stawia radnych opozycyjnych w trudnym położeniu. Jeśli na sesji 3 lutego zagłosują za dotacją, legitymizują brak odpowiedzi na najważniejsze pytania o przyszłość oddziałów. Jeśli zaś spróbują protestować przeciwko takiemu trybowi procedowania, łatwo będzie im przypiąć łatkę osób blokujących pomoc dla szpitala. To, że porządek obrad sesji nadzwyczajnej powinien być ustalany przez wnioskodawców, a nie jednoosobowo przez przewodniczącego, wydaje się w tym momencie jedynie mało istotną przeszkodą dla lokalnych włodarzy.

Mieszkańcy Nowogardu zamiast jasnego komunikatu o tym, czy chirurgia w Nowogardzie przetrwa nadchodzące tygodnie, otrzymali polityczny spektakl. Przewodniczący Rady Miejskiej udowodnił, że potrafi być skutecznym strażnikiem spokoju burmistrza, nawet jeśli wymaga to nagięcia ustawowych terminów i całkowitego zignorowania merytorycznych postulatów radnych.

Podsumowując, sesja zwołana na 3 lutego odbędzie się z wyraźnym naruszeniem czasu przewidzianego w ustawie, a jej agenda została zmieniona w sposób, który omija najtrudniejsze pytania radnych. Zamiast debaty o systemowych problemach szpitala, który „przejadł” już miliony z budżetu, radni staną przed dylematem dotyczącym kolejnego czeku, co w żaden sposób nie kończy chaosu informacyjnego wokół nowogardzkiej lecznicy.

* SPROSTOWANIE REDAKCYJNE

Zgodnie z zasadą „uderz w stół, a nożyce się odezwą”, chwilę po publikacji artykułu telefony w redakcji się rozdzwoniły. Pierwsza sprawa wymagająca pilnego i słusznego wyjaśnienia to kwestia domniemanej bierności radnych klubu Nowa, którą poruszyłem w tekście.

Faktem jest, że na wniosku grupy radnych z dnia 21 stycznia 2026 roku nie widnieją podpisy osób z klubu Nowa, ale nie jest prawdą, że radni z ugrupowania burmistrza nie wyrazili chęci dołączenia do wniosku o rozmowę o szpitalu, skupiając się jedynie na „dorzucaniu pieniędzy do worka bez dna”.

Radna Katarzyna Korycka poprosiła o sprostowanie, dodając delikatny komentarz, aby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Pani Radna – zwracam honor i faktycznie przepraszam za to sformułowanie. Moja teza została stworzona na podstawie domysłu wynikającego z braku podpisów pod dokumentem, a nie z faktycznej rozmowy.

Pani Katarzyna Korycka stanowczo zaznaczyła, że bardzo chętnie podpisałaby się pod takim wnioskiem, gdyby tylko wiedziała, że jest on planowany. Według przekazanych nam informacji, między radnymi różnych opcji zabrakło dialogu w tej sprawie przed oficjalnym złożeniem pisma w Biurze Rady. Tym samym błąd polegał na braku komunikacji między radnymi, a nie na braku chęci do dyskusji o problemach nowogardzkiego szpitala ze strony radnej Koryckiej.

Podziel się swoją reakcją
+1
3
+1
8
+1
0
+1
0
+1
4
+1
6